1. Bijąc – uczysz bić. Naśladownictwo i modelowanie to bardzo istotne mechanizmy psychologiczne w dziecku.

„Dzieci, które się obdarza szacunkiem, uczą się szacunku. Dzieci, którym się służy, uczą się służyć słabszym. Dzieci, które się kocha takimi, jakie są, uczą się tolerancji. Na tym gruncie kształtują się własne ideały, które mogą być tylko przyjazne ludziom, bo wyrosły z doświadczenia miłości.” (A.Miller, psycholog dziecięcy (w: „Mury milczenia”, Warszawa 1991, str. 97)).

2. Bicie promuje i nasila gniew – zarówno w dziecku, jak i w rodzicu, niszczy dziecko i jego psychikę. Straty często są nieodwracalne.

„Przemoc stosowana wobec dzieci tworzy chore społeczeństwo, rządzące się przemocą. Prawdziwy autorytet odrzuca poniżenie. Dyscyplinę osiąga dialogiem, słuchaniem, zaufaniem, respektem i ochroną słabszych. Dzieciom daje wsparcie potrzebne im do stania się odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy nie będą podejmowali mściwych działań w rodzaju wojen i dyktatur, ponieważ będą raczej oddawali innym to, co sami dostali wcześniej i czego nauczyli się na przykładach ochrony i szacunku (…).” (A.Miller, psycholog dziecięcy (w: „List otwarty do wszystkich polityków”, [w:] Bińczycka J. [red.], Humaniści o prawach dziecka, Kraków 2000)).

3. Bicie niszczy rodzica i nierzadko skazuje go na wyrzuty sumienia do końca życia.

„W swoim czasie też byłem wyniosły, zachowywałem się z rezerwą i byłem zwolennikiem dyscypliny. Nauczałem w systemie opartym na rzemieniu, jak w Szkocji nazywaliśmy pas. Używał go mój ojciec, a ja poszedłem w jego ślady, nawet nie zastanawiając się nad zaletami i wadami tej metody, aż do owego dnia, gdy jako dyrektor zbiłem nim chłopca za zuchwałość. Nieoczekiwanie pojawiła mi się w głowie nowa myśl. Co ja robię? To mały chłopiec, a ja jestem duży. Dlaczego biję kogoś mniejszego od siebie? Wrzuciłem swój rzemień do ognia i nigdy już nie uderzyłem dziecka. Zuchwałość chłopca sprowadziła mnie do jego poziomu; obraziło to moją godność, mój status najwyższego autorytetu. On zwrócił się do mnie tak, jakbyśmy byli sobie równi. Niewybaczalna zniewaga (…).” (A.S.Neil, psycholog dziecięcy (w: „Nowa Summerhill”, Poznań 1994, str. 25)).

4. Bicie nasila się: od klapsa i szturchania do maltretowania jest krótka droga.

„A potem stary K. dał mi czarne kudłate szczenię, teriera kerry blue, i w miarę jak piesek dorastał, rósł też rozmiar stosownej kary cielesnej, od gazety poprzez rurkę gumową po pejcz, ten pejcz, tak uniwersalny, tak funkcjonalny – bo jednocześnie, choć nie za jednym zamachem, można było za jego pomocą wychować szczenię rasy kerry blue i dziecko rasy ludzkiej. Ten pejcz musiał mieć swój zapach, bo zanim stary K. przystępował do seansów wychowawczych, czy to w stosunku do suki, czy do mnie, podtykał nam pod nos ten pejcz i kazał wąchać; już drżąc lekko podekscytowany władzą, już nie mogąc doczekać się chwili, w której zada pierwsze razy, mówił jeszcze „no, powąchaj”. I choć niczego nie czułem, bo najczęściej już wtedy nos miałem zatkany łzami, pejcz musiał mieć swój zapach, z pewnością psi nos był w stanie go rozpoznać, z pewnością polecenie wąchania było adresowane bardziej do psa, ale skoro już metoda wychowawcza okazała się tak uniwersalna, należało ją na dziecku rasy ludzkiej zastosować z pełną konsekwencją, kazał mi więc wąchać i dopiero potem bił”. (Wojciech Kuczok, pisarz (w [anty]biograficznej powieści: „Gnój”, 2003)).

5. Bicie nie zmienia zachowania dziecka – wywołuje tylko strach przed oprawcą.

„Wystarczyło, że wyprowadziliśmy go z równowagi. Wpadał w gniew i w ten sposób się mścił. Nie robił tego, by nas o czymś pouczyć, chodziło o to, byśmy się go bali. Właśnie dlatego nas karał: nie po to, byśmy stali się przez to lepsi, lecz po to, byśmy go przepraszali. Jeśli jednak tak właśnie cię karzą, to jak masz przeprosić za to, co zrobiłeś? Jeśli wykastrujesz chłopca przyłapanego na kradzieży chleba, to czy będzie on odczuwał skruchę z powodu tej kradzieży, krzycząc i płacząc? Nie przyjdzie mu to nawet do głowy. Wcale do niego nie dotrze, co złego zrobił, ponieważ nie został ukarany w sposób, który mógłby go powstrzymać przed kolejną kradzieżą. Nie pomyśli sobie: „No tak, przecież kogoś pozbawiłem tego bochenka chleba.” Pomyśli co innego: „Zostałem ciężko okaleczony z powodu jakiegoś głupiego chleba.” Znienawidzi cię za to. I to właśnie ojciec w nas wszczepił: głęboką urazę, ponieważ nawet dziecko zdaje sobie sprawę, że zostało zbyt surowo ukarane za jakiś drobiazg. Gdy spadnie ci coś ze stołu, jesteś gotów wytrzeć podłogę, ale nie jesteś przygotowany na to, że będziesz musiał wylizać ją jęzorem. I podobnie jeśli się spóźnisz parę minut, wracając ze szkoły…” (M. Gilmore, publicysta (jego dwaj bracia zostali przestępcami, w tym jeden wielokrotnym mordercą; w autobiograficznej powieści: „Strzał w serce”, 2002)).

6. Bicie nie jest polecane przez Biblię – te zalecenia są tam elementem pochodzącym z ówczesnej kultury.

„Jest prawdą, że niektóre fragmenty Pisma Świętego usprawiedliwiają okrucieństwo wobec dzieci. Tę biblijną argumentację popierającą kary cielesne wykorzystują zwolennicy pedagogiki autorytarnej, na przykład: James Dobson, czy ks. Wilhelm Wermter. Zgadzając się z ks. Januszem Tarnowskim, że taka argumentacja jest błędem interpretacyjnym, trzeba tutaj definitywnie zaznaczyć, że Pismo Święte nie jest kompendium wszelkiej wiedzy, w tym nie jest podręcznikiem do pedagogiki. Jest to dzieło bosko-ludzkie, gdzie wyraźny jest pogląd ówczesnych ludzi na świat: począwszy od płaskiej Ziemi, a skończywszy na konieczności używania kija.” (dr S.Sosnowski, ksiądz (w: Horyzonty Wychowania 2004/3)).

7. Bicie nie jest elementem dyscypliny, ale przemocą. Każdy ma prawo do życia bez przemocy.

„Tej mocy, która jest potężniejsza od każdej ludzkiej słabości – i od każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji, nie wyłączając przemocy. Proszę Was, abyście te słabości, grzechy, wady, sytuacje, nazywali po imieniu. Abyście z nimi wciąż się zmagali. Abyście nie pozwolili się pochłonąć fali demoralizacji, zobojętnienia, upadku ducha.” (Jan Paweł II, Homilia z dnia 22.06.83 r. (w: „L’Osservatore Romano”, 23.06.83, pp. 1-2)).